Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Międzyzdroje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Międzyzdroje. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 września 2015

Pomorze Zachodnie 2015 - pora się ruszyć

Najwyższa pora się ruszyć. Zbieramy się, żegnamy z goframi, przesympatyczną obsługą i wszystkim pod nosem. Najpierw jedziemy  w stronę Międzyzdrojów. Zahaczamy o latarnię Kikut. Jeśli oczekujecie wejścia na latarnię i pięknych widoków to rozczarujecie się jak ja. Ja rozumiem, że zabytek, że wyjątkowa, że wysoka.. Ale nie da się na nią wejść, jest w środku lasu a czasu schodzi sporo na dotarcie do niej. Na szczęście jest w pięknym bukowym lesie, tak innym od tych górskich.


Po spacerze pojechaliśmy dalej. Dotarliśmy krótkim spacerkiem na Klif Gosań / Wzgórze Gosań. I tu widoki były :-) I bunkry były. Niestety zdjęcia mamy tylko z telefonu i nie ma się czym chwalić...

W okolicy zostały nam jeszcze żubry. Ileż radości (takiej podłej i złośliwej) nam dał spacer do rezerwatu! Nie widać na początku informacji, że to spacer prawie 3 km lasem... i te jęczące dzieci, mamuśki w laczkach, japonkach, szpilkach, wyfioczone w obcisłych kieckach.. zasapani podpasieni tatusiowie.. Hłe hłe hłe. A potem było tylko gorzej.. żubry olewające ludzi, przerażona sarenka, bieliki schowane najdalej jak się da.. Wszędzie ostrzeżenia, żeby nie karmić, nie przechodzić za barierki, być cicho.... co to kogo obchodzi!? Mamuśka przekłada bachora za płot, żeby lepsza fota była, dziecko się drze..  Miejsce świetne, przewodnik audio, filmiki nawet były. Tylko ci ludzie wokół nas... 





Postanowiliśmy pojechać pod Świnoujście. Udało mi się dodzwonić do Mariny Karsibór, tam dostałam numer do lokalnego rolnika, który przyjmuje ludzi z namiotami. Dotarliśmy sprawnie na wyspę Karsibór, która w zasadzie jest dzielnicą Świnoujścia. Miejsce samo w sobie rewelacyjne! Zaciszne, sielskie, choć sporo komarów. Wiejskie klimaty, woda naokoło, następnym razem spędzimy tam kilka dni wynajmując kajaki. 

Dlaczego warto zajechać na Karsibór?
 1) stary cmentarz niemiecki z zachowanymi płotkami, coś magicznego, pięknego i dość zadbanego
2) raj dla miłośników ptaków
3) dłuuuugi falochron wgłąb Zalewu Szczecińskiego
4) kolonia kormoranów, w którą można wejść (szkodzą lokalnemu ekosystemowi i rybakom..)
5) port U-bootów na wjeździe na wyspę
6) pomnik lotników RAF

Rolnik, który miał nas przygarnąć okazał się być właścicielem Wyspy Skarbów. Powiem tak, na nocleg fajnie. 25 zł od osoby, prysznice znośne, kibelki, jakiś bar, łąka i spokój. Nie podobało mi się podejście właścicieli do części zwierząt. Świnki morskie na dworze w klatce jak króliki, cały dzień bez nadzoru dorosłych były miętolone przez dzieci, w nocy w czasie wichury dalej były na dworze. Trafiliśmy na imprezę, gdzie jedną z atrakcji była "mysia ruletka", myszki i małe szczurki były trzymane w plastikowym transporterze w upale.. samej zabawy na szczęście nie widziałam, bo bym wyszła z siebie.. Sama atrakcja dla dzieci niby ok, ale wszelkie instalacje linowe były wykonane zupełnie amatorsko, bez jakiejkolwiek wiedzy na temat parków linowych, bezpieczeństwa czy odpowiedniego sprzętu. Gdybym miała dzieci, to bym ich tam nie wpuściła. 

Sama noc to przygoda. Już będąc na wieczornym spacerze po falochronie musieliśmy bardzo uważać, bo bardzo mocno wiało, tak, że przyduszało. Po dotarciu na pole zobaczyliśmy, że jest tylko gorzej.. Nie wiem jak silny był to wiatr, ale w nocy przestawialiśmy auto, żeby trochę osłonić namiot. Innym namioty się porwały, ktoś z dziećmi spał w aucie, bo się bały. Nas budził namiot kładący się nam na twarze.. i nie spadła ani kropla deszczu.

A to nasze meble:






poniedziałek, 14 września 2015

Plażing.. i jak to się płaci za rybę nad morzem..

Udało się! Leżeliśmy całe 2 godziny! Buntowałam się jak Czarnowidz powiedział "dość". Że się spalimy, że ile można, że gorąco...



No nie powiem.. miał rację.. wystarczyło, żeby wszystko piekło..

W każdym razie po plażingu ruszyliśmy na zwiedzanie. Koleżanka polecała Wisełkę jako wariant awaryjny noclegowy, ale Wisełka nie zrobiła na nas żadnego wrażenia.. małe to to, a i tak kiczoza i balony. Nie zgłębialiśmy więc tematu. Dojechaliśmy po chwili do Międzyzdrojów, no jak już jesteśmy tak blisko.... To co zobaczyliśmy przeszło nasze wyobrażenia... Dzikie tłumy, kiczoza i masakra, handel wszystkim i coraz większe reklamy.. molo płatne. Na starych zdjęciach wygląda ładnie..

Już chcieliśmy uciec, kiedy zgłodnieliśmy... wylądowaliśmy w dość tłocznej knajpie, ktoś nam podkradł zamówienie (braliśmy dorsza z pieca, a oni smażonego, no faktycznie ciężko zauważyć różnicę..), kucharz bardzo przepraszał, szybko dostaliśmy swoje dania. Wszystko było pyszne, niestety jak to nad morzem.. to, że ryba na wagę to normalka, ale żeby kawałki po 400g.... jakieś 90 zł. Do tego okazało się, że surówki i frytki też są na wagę, jedno i drugie dostaliśmy prawie po 200g!! W menu było normalnie wpisane jak wszędzie, wyglądało, że porcja to 100g i kosztuje 5 zł... Szkoda gadać. Za problemy z kolejką surówki dostaliśmy gratis, a i tak wyszło sporo ponad stówę.. Zachciało się nam jeść w Międzyzdrojach..

Na koniec jeszcze zrobiliśmy sobie spacer i dopiero odkryliśmy jakiś mniejszy deptak, znacznie przyjemniejszy.. tak to jest, jak się jedzie bez przygotowania. Do tego jeszcze były takie kwiatki..

Zupełnie to do nas niepodobne, ale zostaliśmy na Campingu Tramp trzy noce.. jakieś lenistwo nas ogarnęło, to po pierwsze. Ale też sama atmosfera, Polacy, Czesi i Niemcy razem, wszyscy grzeczni, pomocni, pełna kultura. Pyszne gofry, tanie i dobre piwo, super obsługa, wszystko pod nosem, wszędzie czysto, plaża wypełniona jedynie mieszkańcami campu, wystarczyło przejść się 100m i było pusto. Dużo później doczytaliśmy, że to jeden z niewielu campów czterogwiazdkowych. I tak naprawdę wtedy napatrzyliśmy się na kampery... niedługo po powrocie zaczęliśmy poszukiwania.




Maruda.