Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cmentarz niemiecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cmentarz niemiecki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 czerwca 2016

Dolnośląskie/Wielkopolskie cz. 3.

Po południu marudziliśmy dalej po wioskach. Dość mocno przygnębieni pojechaliśmy do Szklarki Śląskiej. Po drodze oczywiście Czarnowidz znalazł skrót. I jak na czarnowidza był wyjątkowo mało przewidujący!
Tak wyglądała droga.. Zawróciliśmy jak tylko się dało..


Zależało nam, żeby znaleźć grób polskiego nauczyciela, który organizował naukę na terenach zdominowanych przez Niemców. Później został wysłany na Mazury, gdzie prowadził jedyną polską szkołę. Najpewniej został zamordowany, oficjalnie było to zaczadzenie. Jego pogrzeb w Szklarce był manifestacją polityczną. Znaleźliśmy malutki cmentarzyk w malutkiej wiosce. Jak widać pamięć nie ginie, grób jest zadbany.


 We wsi znajdują się charakterystyczne ciemne domy - to ruda darniowa, czyli najgorsza ruda żelaza. A że było tam tego sporo, to było używane jako budulec.

Na sam koniec zajechaliśmy do Kałkowskich / Kałkowskiego (?). Odwiedziliśmy Kałkowskie ze względu na nasze uwielbienie dla wiatraków, a tam stoi wiatrak wyjątkowy, bo paltrak. Paltraki mają cechy i koźlaka i holendra, ale odpuszczę tu sobie szczegóły. Bez obejrzenia na żywo chyba nie ma co kombinować ;-)

  





wtorek, 1 grudnia 2015

Szczeliniec

Wstajemy rano, mocno gwiździ... Ale my cali, autko całe, nawet wyspani. Zanim wypijemy kawę, zjemy śniadanie i się ogarniemy wiatr zwalnia. Ruszamy w górę, dość ostro, i jeszcze dłuższy czas idziemy w cieniu. Po drodze mijamy Wodospady Pośny, no, grubo powiedziane. Nazwalibyśmy to raczej kaskadami.. Widać przy tym, że za czasów niemieckich były tu spiętrzenia wody, leżą kawałki muru, widać fragment schodów. Wyżej zaczynają się pokazywać pierwsze imponujące skały.

Po dość mozolnym podejściu docieramy do pierwszych plam słońca i spokojnej drogi do Pasterki. Wiatr prawie znika, jest piękne słońce. Docieramy do Pasterki, jesteśmy tam pierwszy raz w życiu. I mimo lokalizacji na końcu świata, w pięknym miejscu to pierwsze wrażenie jest raczej negatywne..

   Auto na aucie... jak to w miejscu z dojazdem asfaltem. Ale ledwo przekraczamy próg i wdajemy się w rozmowę z obsługą rozumiemy dlaczego to miejsce jest już legendarne! Okrutną szyderczą rozmowę toczymy potem przy jedzeniu, wychodzimy z wielkimi uśmiechami na twarzach. Załoga podbiła nasze serca!

Ruszamy na Szczeliniec, pogoda dalej piękna, ludzi coraz więcej. Zaglądamy jeszcze na cmentarzyk w Pasterce, ludzie na nas dziwnie patrzą.. Po wdrapaniu się na Szczeliniec zaczynam wydawać dziwne dźwięki a potem rusza potok słów. Na górze wieje i jest lodowato, ale za to absolutnie pięknie! Zachwyty zachwytami, jednak Maruda jest głodna... Dobrze, że zjedliśmy coś ciepłego w Pasterce, bo po wejściu do schroniska słyszymy, że jedzenia nie ma przez godzinę, bo mają grupę do obsłużenia... Wkurzeni zjadamy nasze banany... Oczywiście nawet tu panuje kiczoza... i tak większość zamknięte ze względu na porę roku.


Po dłuższej chwili na tarasach i milionie prób zrobienia panoramy telefonem (przy silnym wietrze...) ruszamy na trasę turystyczną, która z nieznanych nam powodów jest darmowa i na własną odpowiedzialność.


Po wejściu na trasę zaczęła się zabawa, przemykanie uliczkami, przejściami, prawie w klęczki i znowu same zachwyty. Były też takie znaleziska...


Pokicaliśmy, pokucaliśmy, a potem długa droga w dół... 

Schodząc, zastanawialiśmy się co dalej... Chcieliśmy zjeść ciepłą kolację, gdzieś się przespać i dopiero rano wracać. Następnego dnia był poniedziałek i po południu pracowałam.. W końcu wymyśliliśmy, że to bez sensu. Nie mieliśmy w zasadzie wody, byliśmy spoceni po górach, do tego okazało się, że gniazdko od zapalniczki nie współpracuje z ładowarkami telefonów, mimo że normalnie ładuje pokładowy akumulator... Właściwie nie mieliśmy już smartfona z internetem, żeby szukać miejscówki czy sprawdzić drogę. Aparat padł w międzyczasie. 

Pojechaliśmy do Radkowa, który znowu tonął w mroku. Wcześniej widzieliśmy tam restaurację i pizzerię. Postawiliśmy na pizzę i była bardzo przyzwoita. Cichaczem pod siedzeniem podpięłam telefon. Po jedzeniu okazało się, że z tą ładowarką też jest coś nie tak.. w godzinę naładowała baterię może w 15 procentach.. Jeszcze zrobiliśmy sobie spacer po miasteczku i ruszyliśmy do domu... 

W międzyczasie tworzyliśmy listę rzeczy do naprawy, wymiany, do zrobienia w kamperze.. była długa...





wtorek, 22 września 2015

Pomorze Zachodnie 2015 - pora się ruszyć

Najwyższa pora się ruszyć. Zbieramy się, żegnamy z goframi, przesympatyczną obsługą i wszystkim pod nosem. Najpierw jedziemy  w stronę Międzyzdrojów. Zahaczamy o latarnię Kikut. Jeśli oczekujecie wejścia na latarnię i pięknych widoków to rozczarujecie się jak ja. Ja rozumiem, że zabytek, że wyjątkowa, że wysoka.. Ale nie da się na nią wejść, jest w środku lasu a czasu schodzi sporo na dotarcie do niej. Na szczęście jest w pięknym bukowym lesie, tak innym od tych górskich.


Po spacerze pojechaliśmy dalej. Dotarliśmy krótkim spacerkiem na Klif Gosań / Wzgórze Gosań. I tu widoki były :-) I bunkry były. Niestety zdjęcia mamy tylko z telefonu i nie ma się czym chwalić...

W okolicy zostały nam jeszcze żubry. Ileż radości (takiej podłej i złośliwej) nam dał spacer do rezerwatu! Nie widać na początku informacji, że to spacer prawie 3 km lasem... i te jęczące dzieci, mamuśki w laczkach, japonkach, szpilkach, wyfioczone w obcisłych kieckach.. zasapani podpasieni tatusiowie.. Hłe hłe hłe. A potem było tylko gorzej.. żubry olewające ludzi, przerażona sarenka, bieliki schowane najdalej jak się da.. Wszędzie ostrzeżenia, żeby nie karmić, nie przechodzić za barierki, być cicho.... co to kogo obchodzi!? Mamuśka przekłada bachora za płot, żeby lepsza fota była, dziecko się drze..  Miejsce świetne, przewodnik audio, filmiki nawet były. Tylko ci ludzie wokół nas... 





Postanowiliśmy pojechać pod Świnoujście. Udało mi się dodzwonić do Mariny Karsibór, tam dostałam numer do lokalnego rolnika, który przyjmuje ludzi z namiotami. Dotarliśmy sprawnie na wyspę Karsibór, która w zasadzie jest dzielnicą Świnoujścia. Miejsce samo w sobie rewelacyjne! Zaciszne, sielskie, choć sporo komarów. Wiejskie klimaty, woda naokoło, następnym razem spędzimy tam kilka dni wynajmując kajaki. 

Dlaczego warto zajechać na Karsibór?
 1) stary cmentarz niemiecki z zachowanymi płotkami, coś magicznego, pięknego i dość zadbanego
2) raj dla miłośników ptaków
3) dłuuuugi falochron wgłąb Zalewu Szczecińskiego
4) kolonia kormoranów, w którą można wejść (szkodzą lokalnemu ekosystemowi i rybakom..)
5) port U-bootów na wjeździe na wyspę
6) pomnik lotników RAF

Rolnik, który miał nas przygarnąć okazał się być właścicielem Wyspy Skarbów. Powiem tak, na nocleg fajnie. 25 zł od osoby, prysznice znośne, kibelki, jakiś bar, łąka i spokój. Nie podobało mi się podejście właścicieli do części zwierząt. Świnki morskie na dworze w klatce jak króliki, cały dzień bez nadzoru dorosłych były miętolone przez dzieci, w nocy w czasie wichury dalej były na dworze. Trafiliśmy na imprezę, gdzie jedną z atrakcji była "mysia ruletka", myszki i małe szczurki były trzymane w plastikowym transporterze w upale.. samej zabawy na szczęście nie widziałam, bo bym wyszła z siebie.. Sama atrakcja dla dzieci niby ok, ale wszelkie instalacje linowe były wykonane zupełnie amatorsko, bez jakiejkolwiek wiedzy na temat parków linowych, bezpieczeństwa czy odpowiedniego sprzętu. Gdybym miała dzieci, to bym ich tam nie wpuściła. 

Sama noc to przygoda. Już będąc na wieczornym spacerze po falochronie musieliśmy bardzo uważać, bo bardzo mocno wiało, tak, że przyduszało. Po dotarciu na pole zobaczyliśmy, że jest tylko gorzej.. Nie wiem jak silny był to wiatr, ale w nocy przestawialiśmy auto, żeby trochę osłonić namiot. Innym namioty się porwały, ktoś z dziećmi spał w aucie, bo się bały. Nas budził namiot kładący się nam na twarze.. i nie spadła ani kropla deszczu.

A to nasze meble: