sobota, 6 listopada 2021

Fantastyczny region tuż przy polskiej granicy

Nie pierwszy raz trafiliśmy w okolice trójstyku polsko-czesko-niemieckiego. A jest to obszar wyjątkowy. I to nie tylko ze względu na aktualną sytuację z Turowem i przedziwny fragment krajobrazu. 

Świetne góry, skały, charakterystyczna architektura. I absolutnie prym wiodą Niemcy. Piękne zadbane miasteczka i wsie w okolicy Zittau (Żytawy), czyli kawałek Górnych Łużyc. 

Tym razem przypadkiem odkryliśmy fantastyczny wielki pałac, a do tego drugi obiekt, wieża innego zamku. Tuż obok siebie. To Hainewalde. 

Pałac jest w remoncie, a wymaga ogromnych nakładów. Już na tym etapie robi duże wrażenie. Teren jest nieogrodzony, można podejść, chodzą ludzie, zakazy są dopiero w niektórych miejscach na budynku.

Tuż obok jest taki urokliwy obiekt, wieża zamkowa:
W tej samej miejscowości przy kościele jest bardzo ciekawa kaplica. I parking z toi toi 😁



Zbliżenie robi przedziwne wrażenie! 
Musimy doczytać co przedstawiają te rzeźby. 
Na koniec już po ciemku przeszliśmy się po najstarszej części Großschönau. Większość budynków to domy przysłupowe. ( co to dom przysłupowy) Wrócimy tam jeszcze w dzień koniecznie! Pod kościołem jest duży spokojny parking. 

niedziela, 19 września 2021

Desna - tragedia, o której nic nie wiemy

Zadziwia mnie i smuci jak niewiele wiemy o regionie, który jest tuż za granicą. Przecież to te same góry, co w Polsce. Ale dzieli je granica. Nie mamy edukacji regionalnej, porządnej współpracy międzynarodowej. A potem jedziemy i się dziwimy, np. że na Dolnym Śląsku byli Schaffgotsche, ale po czeskiej stronie też! 

Trochę przypadkiem, palcem po mapie, trafiliśmy na zaporę. Historia ponoć powszechnie znana w Czechach, u nas wcale. Po wielkiej powodzi w 1897 postanowiono w górach i na pogórzu zbudować zapory, mające chronić mieszkańców przed kolejnymi tragediami. W tym czasie powstały zapory w Polsce, o tym wiemy, zwiedzaliśmy. I zaraz po zbudowaniu zapory po czeskiej stronie, nad miejscowością Desná, stała się wielką tragedia! 

Zapora zaczęła przeciekać, aż się rozleciała! Zginęło 65, według innych źródeł o kilka więcej osób. Desná zniszczona, operator zapory ledwo uszedł z życiem. 

Świetne omówienie znajdziecie w tym filmie, warto poświęcić te 20 minut. Historia zapory

W tej chwili można wejść na zaporę, pod, obejść z każdej strony. Przygotowane są tablice wielojęzyczne. 
To 3,2 km od najwyższego parkingu. 
Przy obejściu zapory traficie na znak wskazujący pomnik. Wymieniono tam wszystkie ofiary. 
Przy samej zaporze furorę robi samoobsługowy bar. Wierzymy w uczciwość klientów! Infrastruktura robi wrażenie, jest nawet ładowarka do telefonów i rowerów elektrycznych. 

Na trasie do zapory są punkty widokowe i rzeźby. Na nas zrobiła wrażenie lina zamontowana w dolinie rzecznej na wysokości szczytu fali powodzi... 


czwartek, 5 kwietnia 2018

Tall Ships Races

To była dziwna impreza... Pewnie świetna dla wielu mieszkańców Szczecina i turystów, ale stanowczo nie dla nas. Spodziewaliśmy się święta żeglarstwa, trafiliśmy na gigantyczne wesołe miasteczko, kilka dyskotek jednocześnie i tony chińskiego badziewia. W tym wszystkim przez środek szła linia żaglowców..  i gdzieś tam mała scena szantowa.

Najpierw podjęliśmy próbę zwiedzania żaglowców. Po przedarciu się przez wszystkie Tyskie i inne Lechy, namioty sponsorów, instytucji, reklamy, i dużą strefę foodtrucków, znaleźliśmy się faktycznie w miejscu, gdzie były tylko żaglowce.  Były wielkie kolejki, tam gdzie udało się wejść, wpuszczano tylko na górny pokład. Większość czasu sunęliśmy powoli w upale z tłumem.






Wieczorem zostaliśmy namówieni na wyjście i piwo. Było nam co najmniej nieswojo - huk dźwięków z maszyn na wesołych miasteczkach, oślepiani co chwilę stroboskopami i błyskami. Nawet nam się nie chciało zdjęć robić, czuliśmy się mocno przytłoczeni.



W ostatni dzień w Szczecinie wybraliśmy się na szanty. Pośród tłumów przelewających się na nabrzeżu stała malutka scena. Przed samą sceną był ciąg komunikacyjny, cały czas szli ludzie. Koncerty co chwilę były zagłuszane komunikatami ze sceny głównej, wykonawcy żartowali, że pierwszy raz grają na dworcu. Sytuacja była o tyle idiotyczna, że musieli robić pauzę, bo scena główna zapraszała na ich koncert...



Charakter imprezy dobrze pokazuje filmik organizatora.. Tak bardzo nie nasza bajka, tak bardzo nieżeglarsko..

Film promocyjny - relacja z pierwszego dnia.


W ostatni dzień zrobiliśmy sobie wycieczkę nad morze, na plażę przy gazoporcie. Miała się tam odbyć parada żaglowców. Była ich garstka, z daleka bardzo. Leżeliśmy z lornetką, na szczęście była piękna pogoda, ludzi brak i przyjemne miejsce. Ale obserwacja raczej marna.  

Postanowiliśmy więcej sobie tego nie robić. Na następną edycję zahaczającą o nasze wybrzeże chcemy wybrać się przystanek wcześniej - do Niemiec.

środa, 31 stycznia 2018

Koniec Rugii, piękne Stralsund

Kończył nam się czas, bo w planach jeszcze były Tall Ships Races w Szczecinie. Ok 1/3 Rugii zostaje na następny raz, no i powrót do przegapionego głupio Binz.

Tymczasem dalej zazdrościmy jakości dróg...



Bramą do Rugii jest Stralsund, piękne zabytkowe miasto, z którego wiedzie most na wyspę. Stralsund nas zachwyciło. W końcu to miasto hanzeatyckie. Morze widać na każdym kroku. Do tego mnóstwo zabytków, pięknie zadbane kamienice... Bardzo klimatyczne, warto zwracać uwagę na detale, ozdoby, płaskorzeźby, zaułki. Trafiliśmy do tego na imprezę żaglowców, można było się na rejsy zapisywać. Nam niestety zabrakło na to i czasu, i gotówki.







Klasztor z dziwnymi wnętrzami... Chyba mieszkania czy pokoje do wynajęcia.



I w wielu miejscach takie tabliczki wmontowane w bruk. Gdzieś już takie widzieliśmy, tylko gdzie...



wtorek, 2 stycznia 2018

Sassnitz, Park Narodowy Jasmund

Wróciliśmy do Sassnitz, pora nadrobić miasto. Przeszliśmy się częścią taką bardziej zwyczajną, przeszliśmy się nabrzeżem. Sassnitz to przede wszystkim było miasto portowe, więc nie jest takie urokliwe jak pozostałe. Ale, że Bałtyk nie jest już dobrym źródłem dla rybaków, to coraz więcej tu turystyki. I sporo białych hotelików, i nowoczesność się też wkradła.



Jest też koszmarek - wielki blok na nabrzeżu, tuż przy rynku, który ładny też jakoś nie jest. To hotel.


 Zaskoczyło nas to miasto zwyczajnością, a nawet miejscami zaniedbaniem (jak na Niemcy). Zajrzeliśmy do właściwie już ruin muzeum, smutny to obraz... Fascynujące były tablice i zdjęcia pokazujące jak pociągi zjeżdżały do morza. Ale, że ktoś dopuścił do takiego stanu, i że tak trzymają straszącą ruinę, to nas to zadziwiło...


Szczątki muzeum.. 



Sassnitz to dobre miejsce na zakupy, są też bankomaty, poczta. I obowiązkowo w Rügenfisch trza było się najeść :-) Gdyby nie dalsza część podróży, to chyba byśmy zrobili zapasy jak inni - wiaderka przetworów.




Kolejnym mocnym punktem Rugii jest Park Narodowy Jasmund. Stanęliśmy na parkingu w Hagen (10,50 za noc, w tym zrzut kota za darmo w określonych godzinach), stąd jest blisko do atrakcji parku. Sam parking trawiasty, cisza i spokój, niestety wszystko zautomatyzowane, dużo tablic i regulaminów. Niewiele zrozumieliśmy. M.in. przegapiliśmy informację o zamkniętej części atrakcji.. bo użyli innego słowa na "zamknięte" niż my znamy :-)

Jest tu m.in. centrum informacyjne, punkty widokowe, klify. Wstęp do części parku jest płatny, w tym na najsłynniejszą atrakcję - Königsstuhl. My sobie odpuściliśmy tym razem, zwłaszcza, że nie mieliśmy ochoty na tłumy i dzieciaki. Myk polega na tym, że ponoć dużo lepszy jest widok z Victoriasicht, czyli punktu widokowego na punkt widokowy Königsstuhl :-)To ten widok był na obrazie Caspara Davida Friedricha, i faktycznie jest pięknie. Turkusowa woda (na zdjęciu wyszło jakoś szaro...), przepaść pod nami, ponad stumetrowe klify kredowe - białe.  



Niestety mieliśmy pecha, bo zejście na plażę było zamknięte, również zejście na małą latarenkę, o czym doczytaliśmy po powrocie googlając informację z tablicy. Tak, że tym razem się nie udało, widzieliśmy klify tylko z góry. Można też się przejść z Sassnitz albo Lohme, ale nam zwyczajnie zabrakło już sił i dnia.

Nie wiedząc o innych opcjach, idąc drogą do zamkniętych schodów na plażę, zrobiliśmy sobie długi spacer bukowym lasem. Na koniec złapał nas deszcz, więc wieczór spędziliśmy w "domku". Zresztą niespecjalnie było co robić na miejscu, sklepiki wieczorem pozamykane, knajpki brak.


środa, 20 grudnia 2017

Trochę Sassnitz, więcej Putgarten, Vitt

Sassnitz - jedno z największych miast wyspy. Są markety, można zrobić zapasy, są sklepiki z pamiątkami (z tyłu budynków portowych Rugen Markt - rokitnik w dobrej cenie, bardzo ładny klimatyczny sklep!)

Dolna część to port, łódź podwodna - muzeum, pozostałości muzeum morskiego, deptak. Górna część miasta to piękne wille, pensjonaty, ale też kawałek zwykłego miasta.

Wizyta w "U-boocie" obowiązkowa! Zdjęć brak, bo i tak byłoby ciężko zrobić w tej ciasnocie - szkoda ojro na opłatę dodatkową. Było ciasno i tłoczno. Górne parkingi w mieście są dobrym rozwiązaniem, tańsze, blisko na zakupy, a i na zwiedzanie kilka minut. Kamper spokojnie się zmieści, nie ma sensu się pchać nad sam brzeg.

To po lewej nad łodzią to pustostan po muzeum.

 Przy pierwsze wizycie zaliczyliśmy tylko łódź, reszta relacji później.

Ruszyliśmy dalej, oczywiście po najlepszych bułeczkach w bistro firmowym fabryki Rugenfisch. bardzo polecamy! Dobre ceny, można zrobić zapasy ryb i przetworów, darmowy parking i toaleta (to ważne, kiedy za każdym razem wrzucasz 1 ojro od osoby...)

Wymyśliliśmy, że pojedziemy najdalej jak mamy w planie, a potem będziemy wracać. Po drodze przejechaliśmy wąski odcinek lądu między morzem a zatoczkami, i było jak na Helu ;-) Zaskoczyło nas olewanie zakazów parkowania.


Po drodze stare drzewa tak powyginane, że strach jechać z taką wysokością.


Dojechaliśmy do Putgarten, gdzie jest duży stellplatz/parking ze strefą dla kamperów. Do samej miejscowości i wioski Vitt się nie wjedzie. Na wjeździe jest cennik i powyżej 3,10 m cena jest dramatycznie wyższa, ale jakimś cudem nasze 3,25 zakwalifikowało się do niskich i zapłaciliśmy 5 euro za noc. Dzięki temu dwa razy pochłonęliśmy fischbrotsienki ;-)

Putgarten jest bardzo ładne, spacer na latarnie morskie piękny szczególnie wieczorem.
Nowoczesna strzecha:

Ceglane i kamienne domy wymieszane z nowoczesnością.

I latarnie, z tym czymś na kutrze.... Dziwne wrażenie na nas ta twórczość zrobiła.. Warto wejść na wyższą latarnię - nieczęsto się zdarza okazja spojrzeć na latarnię morską z góry!


Coś, co mi się na Rugii bardzo spodobało, to malunki na trafostacjach, czasem mniej, czasem bardziej kiczowate, ale zwykle udane.


Widok z latarni, ZERO badziewia, reklam, straganów z chińszczyzną.

Był i rokitnik! Ponoć niektórym śmierdzi, ale nam wszystkie przetwory smakowały.


Wioska Vitt według nas jest stanowczo przereklamowana. Może z powodu reklam i zachwytów nastawiliśmy się na żywy skansen. A tam trzeba było się ostro nagimnastykować, żeby zrobić zdjęcia bez anten satelitarnych, nastawianych przed domkami aut, byle jakich przybudówek i garaży...



Więcej czasu spędziliśmy na kamienistej czarnej dość plaży oglądając skamieliny w kamyczkach.