Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turystyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turystyka. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 stycznia 2018

Koniec Rugii, piękne Stralsund

Kończył nam się czas, bo w planach jeszcze były Tall Ships Races w Szczecinie. Ok 1/3 Rugii zostaje na następny raz, no i powrót do przegapionego głupio Binz.

Tymczasem dalej zazdrościmy jakości dróg...



Bramą do Rugii jest Stralsund, piękne zabytkowe miasto, z którego wiedzie most na wyspę. Stralsund nas zachwyciło. W końcu to miasto hanzeatyckie. Morze widać na każdym kroku. Do tego mnóstwo zabytków, pięknie zadbane kamienice... Bardzo klimatyczne, warto zwracać uwagę na detale, ozdoby, płaskorzeźby, zaułki. Trafiliśmy do tego na imprezę żaglowców, można było się na rejsy zapisywać. Nam niestety zabrakło na to i czasu, i gotówki.







Klasztor z dziwnymi wnętrzami... Chyba mieszkania czy pokoje do wynajęcia.



I w wielu miejscach takie tabliczki wmontowane w bruk. Gdzieś już takie widzieliśmy, tylko gdzie...



wtorek, 2 stycznia 2018

Sassnitz, Park Narodowy Jasmund

Wróciliśmy do Sassnitz, pora nadrobić miasto. Przeszliśmy się częścią taką bardziej zwyczajną, przeszliśmy się nabrzeżem. Sassnitz to przede wszystkim było miasto portowe, więc nie jest takie urokliwe jak pozostałe. Ale, że Bałtyk nie jest już dobrym źródłem dla rybaków, to coraz więcej tu turystyki. I sporo białych hotelików, i nowoczesność się też wkradła.



Jest też koszmarek - wielki blok na nabrzeżu, tuż przy rynku, który ładny też jakoś nie jest. To hotel.


 Zaskoczyło nas to miasto zwyczajnością, a nawet miejscami zaniedbaniem (jak na Niemcy). Zajrzeliśmy do właściwie już ruin muzeum, smutny to obraz... Fascynujące były tablice i zdjęcia pokazujące jak pociągi zjeżdżały do morza. Ale, że ktoś dopuścił do takiego stanu, i że tak trzymają straszącą ruinę, to nas to zadziwiło...


Szczątki muzeum.. 



Sassnitz to dobre miejsce na zakupy, są też bankomaty, poczta. I obowiązkowo w Rügenfisch trza było się najeść :-) Gdyby nie dalsza część podróży, to chyba byśmy zrobili zapasy jak inni - wiaderka przetworów.




Kolejnym mocnym punktem Rugii jest Park Narodowy Jasmund. Stanęliśmy na parkingu w Hagen (10,50 za noc, w tym zrzut kota za darmo w określonych godzinach), stąd jest blisko do atrakcji parku. Sam parking trawiasty, cisza i spokój, niestety wszystko zautomatyzowane, dużo tablic i regulaminów. Niewiele zrozumieliśmy. M.in. przegapiliśmy informację o zamkniętej części atrakcji.. bo użyli innego słowa na "zamknięte" niż my znamy :-)

Jest tu m.in. centrum informacyjne, punkty widokowe, klify. Wstęp do części parku jest płatny, w tym na najsłynniejszą atrakcję - Königsstuhl. My sobie odpuściliśmy tym razem, zwłaszcza, że nie mieliśmy ochoty na tłumy i dzieciaki. Myk polega na tym, że ponoć dużo lepszy jest widok z Victoriasicht, czyli punktu widokowego na punkt widokowy Königsstuhl :-)To ten widok był na obrazie Caspara Davida Friedricha, i faktycznie jest pięknie. Turkusowa woda (na zdjęciu wyszło jakoś szaro...), przepaść pod nami, ponad stumetrowe klify kredowe - białe.  



Niestety mieliśmy pecha, bo zejście na plażę było zamknięte, również zejście na małą latarenkę, o czym doczytaliśmy po powrocie googlając informację z tablicy. Tak, że tym razem się nie udało, widzieliśmy klify tylko z góry. Można też się przejść z Sassnitz albo Lohme, ale nam zwyczajnie zabrakło już sił i dnia.

Nie wiedząc o innych opcjach, idąc drogą do zamkniętych schodów na plażę, zrobiliśmy sobie długi spacer bukowym lasem. Na koniec złapał nas deszcz, więc wieczór spędziliśmy w "domku". Zresztą niespecjalnie było co robić na miejscu, sklepiki wieczorem pozamykane, knajpki brak.


środa, 20 grudnia 2017

Trochę Sassnitz, więcej Putgarten, Vitt

Sassnitz - jedno z największych miast wyspy. Są markety, można zrobić zapasy, są sklepiki z pamiątkami (z tyłu budynków portowych Rugen Markt - rokitnik w dobrej cenie, bardzo ładny klimatyczny sklep!)

Dolna część to port, łódź podwodna - muzeum, pozostałości muzeum morskiego, deptak. Górna część miasta to piękne wille, pensjonaty, ale też kawałek zwykłego miasta.

Wizyta w "U-boocie" obowiązkowa! Zdjęć brak, bo i tak byłoby ciężko zrobić w tej ciasnocie - szkoda ojro na opłatę dodatkową. Było ciasno i tłoczno. Górne parkingi w mieście są dobrym rozwiązaniem, tańsze, blisko na zakupy, a i na zwiedzanie kilka minut. Kamper spokojnie się zmieści, nie ma sensu się pchać nad sam brzeg.

To po lewej nad łodzią to pustostan po muzeum.

 Przy pierwsze wizycie zaliczyliśmy tylko łódź, reszta relacji później.

Ruszyliśmy dalej, oczywiście po najlepszych bułeczkach w bistro firmowym fabryki Rugenfisch. bardzo polecamy! Dobre ceny, można zrobić zapasy ryb i przetworów, darmowy parking i toaleta (to ważne, kiedy za każdym razem wrzucasz 1 ojro od osoby...)

Wymyśliliśmy, że pojedziemy najdalej jak mamy w planie, a potem będziemy wracać. Po drodze przejechaliśmy wąski odcinek lądu między morzem a zatoczkami, i było jak na Helu ;-) Zaskoczyło nas olewanie zakazów parkowania.


Po drodze stare drzewa tak powyginane, że strach jechać z taką wysokością.


Dojechaliśmy do Putgarten, gdzie jest duży stellplatz/parking ze strefą dla kamperów. Do samej miejscowości i wioski Vitt się nie wjedzie. Na wjeździe jest cennik i powyżej 3,10 m cena jest dramatycznie wyższa, ale jakimś cudem nasze 3,25 zakwalifikowało się do niskich i zapłaciliśmy 5 euro za noc. Dzięki temu dwa razy pochłonęliśmy fischbrotsienki ;-)

Putgarten jest bardzo ładne, spacer na latarnie morskie piękny szczególnie wieczorem.
Nowoczesna strzecha:

Ceglane i kamienne domy wymieszane z nowoczesnością.

I latarnie, z tym czymś na kutrze.... Dziwne wrażenie na nas ta twórczość zrobiła.. Warto wejść na wyższą latarnię - nieczęsto się zdarza okazja spojrzeć na latarnię morską z góry!


Coś, co mi się na Rugii bardzo spodobało, to malunki na trafostacjach, czasem mniej, czasem bardziej kiczowate, ale zwykle udane.


Widok z latarni, ZERO badziewia, reklam, straganów z chińszczyzną.

Był i rokitnik! Ponoć niektórym śmierdzi, ale nam wszystkie przetwory smakowały.


Wioska Vitt według nas jest stanowczo przereklamowana. Może z powodu reklam i zachwytów nastawiliśmy się na żywy skansen. A tam trzeba było się ostro nagimnastykować, żeby zrobić zdjęcia bez anten satelitarnych, nastawianych przed domkami aut, byle jakich przybudówek i garaży...



Więcej czasu spędziliśmy na kamienistej czarnej dość plaży oglądając skamieliny w kamyczkach.


Kilka mocnych punktów na Rugii

Oczywiście jak zwykle nie umiemy odpoczywać... I już pierwszego wieczora zrobiliśmy spacer do portu, który się okazał być 3 km od noclegu, ale żeby nie wracać tą samą drogą, to zrobiliśmy pętlę i wróciliśmy późno w noc.

Port jak port, mały, nowoczesna zabudowa, ale wzdłuż brzegu kawałek dalej już zobaczyliśmy pierwsze chaty kryte strzechą. Zdjęcia są słabe, bo się ciemno robiło..

Następnego dnia w planach były wycieczki na wybrzeże pełne atrakcji. Prora, Sellin, Binz, Thiessow. Nasza gospodyni uprzedzała nas, że będą korki, tłumy i turyści. Zapytałam ile się od niej jedzie do Prora (na mapie to kawał dalej), a ona, że zwykle 30 minut, ale dzisiaj może być aż godzinę... I wtedy dotarła do mnie skala tego miejsca.. :-)

Ruszaliśmy nad morze w potwornych upałach, a tu tymczasem ok 20 stopni. I raz chmury, raz słońce, raz deszcz. Od początku urzekły nas "aleje ze starymi drzewami", mnóstwo ich, kamperem trzeba uważać, bo potrafią zachodzić na drogę. I zaraz zobaczyliśmy "Szalonego Rolanda" czyli słynny pociąg (Rasender Roland).


Tym razem nie było czasu się przejechać, ale nadrobimy! Sprawnie łączy miejscowości w części Rugii. Plan generalnie mamy na jeszcze jeden wyjazd, bo m.in. przejechaliśmy przez Binz, które z drogi wydało się nam podobne do reszty... i ponoć to był duży błąd, że nie stanęliśmy...

Korki były, i to kilka razy na tym wyjeździe... ale zawsze w drugą stronę! :-)


Najpierw Thiessow, pojechaliśmy prawie do końca, zawróciliśmy, zaparkowaliśmy nie wiedząc do końca czy wolno i co znaczą te długie słowa na tablicy i parkomacie. Miejscowość cicha i spokojna, wąska i niewiele tam jest. Weszliśmy na wysoki brzeg, jest tam też wieża widokowa (wstęp na monety 1 euro bodajże), ale nie wchodziliśmy, bo widok byłby raczej zbliżony do miejsca poniżej.  Przyjemne dolinki wgłąb lądu i wszędobylskie na Rugii zatoczki.


Plaża z milionem muszelek, acz lekko śmierdząca gnijącymi wodorostami.


W Thiessow akurat trafiliśmy na jarmark, trzeba sprawdzić na stronie kiedy i gdzie jest, najtańszy likier z rokitnika mają!  Rugen Markt

Następny był Sellin ze słynnym molo. Szykowaliśmy się na przedzieranie się w tłumie, bo pogoda się zrobiła.. Morze, wakacje, wiadomo. U nas tłum, aromat ryby, frytury, wszędzie badziewie, balony, szyldy i reklamy. A tam.....



Biało.... jak stragan, to trochę schowany w głąb, i jakieś koszulki w niebieskie paski i kartki pocztowe..

I słynne molo i kosze plażowe. Jak widać z przedzieraniem się nie było problemu :-) I molo nie zasłonięte reklamami.. Wstęp bezpłatny, budynek to restauracja, a na końcu jest kapsuła schodząca pod wodę.


Dla porównania Międzyzdroje sprzed dwóch lat..


Sellin nas zachwycił czystością, schludnością, architekturą.

No i oczywiście wreszcie pierwsze bułki z rybą czyli Fischbrötchen. Są ponoć w wielu miejscach, nie tylko na Rugii. Jak śledzia w oleju nie lubię, surowej cebuli już całkiem, tak właściwie wszystkie nam smakowały. Choć wcale nie trzeba śledzia, są inne ryby. 



Pora na Prora. Słynny niedoszły ośrodek wypoczynkowy nazistów. 4,5 km bloków. Kto interesuje się takimi klimatami, niech się spieszy. Wykorzystują coraz większą część, powstaje hotel, jest camping, hostel, muzeum (nie zachęca z zewnątrz), dawna zamknięta dyskoteka. Generalnie za jakiś czas nie zobaczy się nic, już są płoty. 
Przy Mukraner Str. blisko stacji da się stanąć na błotku za darmo. Raczej nie w naszym stylu są zatłoczone kampingi, szukamy tzw. darmowych miejscówek, najlepiej w dziczy, ale na Rugii nie jest to łatwe. Każdy kawałek ziemi, wszędzie wszystko jest płatne, warto uzbierać monety euro do automatów. Nawet wieża widokowa ma bramkę na monety. Kampingi często też.



Kawałek muzeum...

Byliśmy o takiej porze, że było zamknięte. 

Podobno w Prora jest najlepsza plaża, chyba trafiliśmy na inną ;-) 

To tylko mała część obiektu, oglądaliśmy z przerwą na ulewę, ale też byliśmy już dość zmęczeni. Nie zauważyliśmy możliwości wejścia gdziekolwiek do środka, za to widzieliśmy sporo płotów i remontów. 



poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Nie umiemy odpoczywać.

Od środy marudzimy w okolicach dolnej Wisły. Plan był taki, że codziennie siadamy do bloga i zdajemy relację.
Rzeczywistość jest taka, że robimy mnóstwo kilometrów piechotą, codziennie zwiedzamy, a jak przyszedł weekend to imprezowaliśmy w Charzykowach na szantach. Jak już lądujemy w Maruderze (zwykle koło 21:00 - 21:30) to nie mamy na nic siły. Nawet książki leżą odłogiem. Dziś już doszliśmy do wniosku, że coraz gorzej z koncentracją i refleksem i chyba pora poleżeć. Jak zwykle nic z tego,  bo jesteśmy w drodze do Bydgoszczy i kolega już tam czeka, żeby nas oprowadzać ;-) Czyli maratonu ciąg dalszy. Nawet w Charzykowach nie udało się polenić, bo poszliśmy na grzyby. Do tego co chwilę coś przerabiamy w aucie, naprawiamy.
Za nami Jarocin, Toruń, Grudziądz, Chełmno i festiwal szantowy. Wszędzie nam się podobało :-) Piękne miasta, klimatyczne wieczory, dobre jedzenie.
Więcej opowieści chyba dopiero po powrocie ;-)
M.