Ponieważ szanty nas troszkę zmęczyły, marudziliśmy w wyrze dość długo. Jak się w końcu wygrzebaliśmy, przespacerowaliśmy, to była 13:00.
Do Chełmna dotarliśmy koło 14:30, akurat powinien się kończyć festiwal 9 hills. Niestety przegapiliśmy najciekawsze atrakcje, dzień wcześniej odbywało się nocne zwiedzanie kościołów, parady z pochodniami itp. Pozostało nam zwiedzanie miasta tak tradycyjnie.
Najpierw chcieliśmy obejść mury miejskie, niestety są poorane płotami, działkami i nie da się tego zrobić. Zobaczyliśmy tylko część. Gdy dotarliśmy na jarmark rycerski, zobaczyliśmy jedynie małą wystawę tortur, parę pustych namiotów i rycerzy jedzących z plastikowych miseczek obiad z cateringu. I właściwie tyle mieliśmy festiwalu, ale kto przyjeżdża tak późno, ten ma za swoje.
Stare miasto jest bardzo klimatyczne, gotyk na każdym kroku, bardzo nam się podobało, a po ciemku to już rewelacja.. No i najlepszy widok na Świecie :-D
Gotyk, gotyk, gotyk.. cegły, cegły, cegły..
Z tymi drzwiami powyżej i widokiem poniżej wiąże się historyjka naszego zwiedzania klasztoru.. Otóż nasz przewodnik twierdził, że można go zwiedzać, a nawet zajrzeć do krypty. Tymczasem drzwi były zamknięte, ani tabliczki, ani informacji.. Po chwili jednak ktoś wyszedł stamtąd, przy wyjściu następnej osoby złapaliśmy za klamkę i weszliśmy do środka. Cisza, pusto... Przez cały czas naszego łażenia mijały nas siostry, witały się, mijali nas jacyś turyści.. Dopiero przy krypcie dowiedzieliśmy się, że już jest zamykana właśnie, bo grupa zwiedziła i że klasztor się zwiedza z przewodnikiem. Przewodnik nie miał niestety czasu nam powiedzieć skąd go wziąć, na jakiej zasadzie, za ile.. Do tej pory nie wiemy o co chodzi, ale wleźliśmy prawie wszędzie :-D
I w samym środku gotyku renesansowy jasny ratusz...
I dziwna fontanna... Tzn. byłaby świetna, gdyby była czysta..
Chełmno ponoć jest miastem zakochanych, chyba trochę sztucznie stworzona atrakcja. Znane jest jednak nam z lekcji historii (podobno, bo ja nie pamiętam prawie nic ;-) ) jako to od "przywilejów chełmińskich" i pręta chełmińskiego, który wisi na ścianie ratusza. Było to miasto wzorcowe jeśli chodzi o budowę kolejnych, prętem liczono szerokość ulic.
Jak już będziecie mieć dosyć zwiedzania, to warto wyjść poza mury na obiad. Na ulicy Dworcowej jest miejsce, do którego trafiliśmy szukając apteki dyżurującej w niedzielę. Oczywiście gotyk gotykiem, ale poza murami jest już zwyczajne miasto. I tuż obok apteki na ul Dworcowej zobaczyliśmy bodajże pizzerię i obok Chlebem i solą. Pizzeria odpadła od razu. W Chlebem i solą za naprawdę fajne pieniądze są wykwintne dania, absolutnie pyszne i wystarczającej wielkości. Do tego świetna obsługa.
Najedzeni polecieliśmy do auta się ubrać na wieczór. Planowaliśmy koncert w ramach festiwalu, niestety na wejściu zobaczyliśmy tłum... i nas olśniło, że zwiedzaliśmy ten kościół.. i że na środku stała ścianka.. Czyli obiekt jest zmniejszony... Nie dało się nawet zajrzeć do środka, a ludzie ciągle dobiegali... Dzięki temu za to pospacerowaliśmy po miasteczku jak już się ściemniało i posiedzieliśmy w rynku. Potem wróciliśmy do auta i przestawiliśmy się na miejsce noclegu wypatrzone po mapach - tuż przy amfiteatrze i boisku.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kujawsko-Pomorskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kujawsko-Pomorskie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 6 października 2016
czwartek, 8 września 2016
Dzień trzeci - Grudziądz i Charzykowy
Zanim wstaliśmy, zanim się zebraliśmy, pomarudziliśmy trochę i pogapiliśmy się na miasto, trochę czasu minęło. W Grudziądzu zwiedzanie zaczęliśmy koło 13:00...
Miasto znane przede wszystkim z panoramy znad Wisły, miasto od rzeki oddzielają spichlerze i dużo czerwonej cegły.
Od drugiej strony to faktycznie po prostu kamieniczki, część w kiepskim stanie niestety...
Są i takie widoki:
Czarnowidz spędził trochę czasu w Grudziądzu kilka lat temu i zawsze mu się to miasto kojarzyło z jakąś kosmiczną ilością pomników i tablic. Potwierdzam, na każdym kroku widać jak nie jakąś postać, to chociaż tabliczkę. Czasami to osiąga aż taki poziom sama nie wiem czego.. Słowacki tu się urodził? Spędził pół życia? Zmarł może chociaż? Nieeee... statek z jego trumną stał tu jeden dzień.
Bardzo niedawno odbudowano wieżę Klimek, odkopano ruiny zamku krzyżackiego i bardzo sympatycznie wszystko przygotowano do zwiedzania. Bezpłatnie. A z wieży jakie widoki...
Przeszliśmy się też po tej zwykłej części miasta, wchłonęliśmy wielkie zapiekanki w czymś z bistro w nazwie (typowy fast food), trafiliśmy pod areszt, a tam takie rzeczy.. Ot, taka sytuacja. (z przodu był niepodobny..)
Dalszy nasz plan to Charzykowy i weekend z szantami. Droga nie była szybka i łatwa.. Droga wojewódzka 272.... spotkaliśmy JEDEN pojazd...
Gdy w końcu dotarliśmy do Charzyków, okazało się, że o darmowym miejscu na postój to można zapomnieć. Wszystkie parkingi pełne, miejscowość malutka. To była nasza druga wizyta w Charzykowach, więc wiedzieliśmy już, że stanica PTTK to bardzo zły pomysł ( głęboki PRL, wszystko ledwo działa, nigdy więcej). Internety podpowiadały tylko to.. Ale kojarzyło nam się z nocnego spaceru, że kawałek w stronę Funki była restauracja i jakieś pole namiotowe. Zajechaliśmy tam - Agroturystyka Paradise (informacji o polu na stronach brak). Pełno ludzi, przyczep, namiotów i kamperów. Ale cena bardzo sympatyczna - za dwie osoby 34 zł. Zostaliśmy na cały weekend. Wprawdzie po pierwszej nocy przenieśliśmy się na drugi koniec pola, bo zostaliśmy otoczeni bardzo ciasno przez super nowe kampery z załogą słuchającą disco polo od 7:00, ale na drugim końcu leciały szanty ;-) Spróbowaliśmy też zup w restauracji - super domowe i treściwe za małe pieniądze!
Nastał wieczór i ruszyliśmy na festiwal. Minus - brak możliwości wniesienia alkoholu, a wszędzie poza frontem sceny dźwięk fatalny. Zresztą lali tylko jakiś syf, Żywca i Warkę chyba.. Muzycznie w porządku, relaksacyjnie dość. Drugi dzień był znacznie bardziej rozrywkowy, ale o tym następnym razem.
M.
Miasto znane przede wszystkim z panoramy znad Wisły, miasto od rzeki oddzielają spichlerze i dużo czerwonej cegły.
Od drugiej strony to faktycznie po prostu kamieniczki, część w kiepskim stanie niestety...
Są i takie widoki:
Czarnowidz spędził trochę czasu w Grudziądzu kilka lat temu i zawsze mu się to miasto kojarzyło z jakąś kosmiczną ilością pomników i tablic. Potwierdzam, na każdym kroku widać jak nie jakąś postać, to chociaż tabliczkę. Czasami to osiąga aż taki poziom sama nie wiem czego.. Słowacki tu się urodził? Spędził pół życia? Zmarł może chociaż? Nieeee... statek z jego trumną stał tu jeden dzień.
Bardzo niedawno odbudowano wieżę Klimek, odkopano ruiny zamku krzyżackiego i bardzo sympatycznie wszystko przygotowano do zwiedzania. Bezpłatnie. A z wieży jakie widoki...
Przeszliśmy się też po tej zwykłej części miasta, wchłonęliśmy wielkie zapiekanki w czymś z bistro w nazwie (typowy fast food), trafiliśmy pod areszt, a tam takie rzeczy.. Ot, taka sytuacja. (z przodu był niepodobny..)
Dalszy nasz plan to Charzykowy i weekend z szantami. Droga nie była szybka i łatwa.. Droga wojewódzka 272.... spotkaliśmy JEDEN pojazd...
Gdy w końcu dotarliśmy do Charzyków, okazało się, że o darmowym miejscu na postój to można zapomnieć. Wszystkie parkingi pełne, miejscowość malutka. To była nasza druga wizyta w Charzykowach, więc wiedzieliśmy już, że stanica PTTK to bardzo zły pomysł ( głęboki PRL, wszystko ledwo działa, nigdy więcej). Internety podpowiadały tylko to.. Ale kojarzyło nam się z nocnego spaceru, że kawałek w stronę Funki była restauracja i jakieś pole namiotowe. Zajechaliśmy tam - Agroturystyka Paradise (informacji o polu na stronach brak). Pełno ludzi, przyczep, namiotów i kamperów. Ale cena bardzo sympatyczna - za dwie osoby 34 zł. Zostaliśmy na cały weekend. Wprawdzie po pierwszej nocy przenieśliśmy się na drugi koniec pola, bo zostaliśmy otoczeni bardzo ciasno przez super nowe kampery z załogą słuchającą disco polo od 7:00, ale na drugim końcu leciały szanty ;-) Spróbowaliśmy też zup w restauracji - super domowe i treściwe za małe pieniądze!
Nastał wieczór i ruszyliśmy na festiwal. Minus - brak możliwości wniesienia alkoholu, a wszędzie poza frontem sceny dźwięk fatalny. Zresztą lali tylko jakiś syf, Żywca i Warkę chyba.. Muzycznie w porządku, relaksacyjnie dość. Drugi dzień był znacznie bardziej rozrywkowy, ale o tym następnym razem.
M.
piątek, 2 września 2016
Powidz, Toruń
Jak już tu zajechaliśmy, to postanowiliśmy pomarudzić po miejscowości i zobaczyć jezioro.
Przeszliśmy się na plażę za dnia, domków w lesie po horyzont, duży ośrodek, ale ludzi faktycznie nie bardzo było widać. Plaża, jak plaża, miejsca na kampery brak. Przyczepki stoją jedna przy drugiej ciasno. Tuż przy szlabanie zaczynała się droga rowerowa do miejscowości. W zasadzie to od razu zaczynały się domy. Powidz wygląda trochę jak malutkie miasteczko na końcu świata.. niskie sympatyczne domy, niby nic ciekawego, ale jakoś tak miło. A na końcu spory ośrodek i camping. Może na 2 dni można tu przyjechać, ale nie dłużej.
Wróciliśmy na "dziką plażę", wchłonęliśmy wielkie frytki i zebraliśmy się w drogę do Torunia.
Wiedzieliśmy, że w Toruniu jest camping, ale wyglądało nam, że bardzo blisko dworca, więc i torów. Ale za to przy samym moście do Starego Miasta. Jeszcze w domu Czarnowidz wypatrzył punkt widokowy nazwany Panorama Torunia. Postanowiliśmy to sprawdzić, a przy okazji popatrzeć na miasto. Widok nas zwalił z nóg, a do tego miejscówka okazała się idealna na noc! Blisko mostu, ale od torów i campingu oddzielał nas spory lasek (rezerwat), monitoring, równiutko, parking, żadnego zakazu. Cisza i spokój.
Prowizoryczna panoramka zrobiona telefonem, ale pokazuje naszą miejscówkę.
Wyobraźcie sobie widok w nocy.. Musicie sobie wyobrazić, bo nie było jak zrobić dobrego zdjęcia :-P Niestety statywu brak, a pod pomostem były lampy, które zagłuszały widoczek przy próbie stabilizowania aparatu na poręczy.
Sam Toruń, no wiadomo, piękny, pięknie oświetlony wieczorem. Łaziliśmy na luzie do późna, trafiliśmy też do browaru. APA całkiem całkiem, pszeniczniak (Śmietanka) no jak nazwa mówi.. aż gęsty. Strasznie jakiś ciężki był i kwaśnawy.
Przeszliśmy się na plażę za dnia, domków w lesie po horyzont, duży ośrodek, ale ludzi faktycznie nie bardzo było widać. Plaża, jak plaża, miejsca na kampery brak. Przyczepki stoją jedna przy drugiej ciasno. Tuż przy szlabanie zaczynała się droga rowerowa do miejscowości. W zasadzie to od razu zaczynały się domy. Powidz wygląda trochę jak malutkie miasteczko na końcu świata.. niskie sympatyczne domy, niby nic ciekawego, ale jakoś tak miło. A na końcu spory ośrodek i camping. Może na 2 dni można tu przyjechać, ale nie dłużej.
Wróciliśmy na "dziką plażę", wchłonęliśmy wielkie frytki i zebraliśmy się w drogę do Torunia.
Wiedzieliśmy, że w Toruniu jest camping, ale wyglądało nam, że bardzo blisko dworca, więc i torów. Ale za to przy samym moście do Starego Miasta. Jeszcze w domu Czarnowidz wypatrzył punkt widokowy nazwany Panorama Torunia. Postanowiliśmy to sprawdzić, a przy okazji popatrzeć na miasto. Widok nas zwalił z nóg, a do tego miejscówka okazała się idealna na noc! Blisko mostu, ale od torów i campingu oddzielał nas spory lasek (rezerwat), monitoring, równiutko, parking, żadnego zakazu. Cisza i spokój.
Prowizoryczna panoramka zrobiona telefonem, ale pokazuje naszą miejscówkę.
Wyobraźcie sobie widok w nocy.. Musicie sobie wyobrazić, bo nie było jak zrobić dobrego zdjęcia :-P Niestety statywu brak, a pod pomostem były lampy, które zagłuszały widoczek przy próbie stabilizowania aparatu na poręczy.
Sam Toruń, no wiadomo, piękny, pięknie oświetlony wieczorem. Łaziliśmy na luzie do późna, trafiliśmy też do browaru. APA całkiem całkiem, pszeniczniak (Śmietanka) no jak nazwa mówi.. aż gęsty. Strasznie jakiś ciężki był i kwaśnawy.
W trakcie zwiedzania miasta trafiliśmy do Pierogarni przy Moście Paulińskim. To sieciówka, jedliśmy w niej też w Bydgoszczy. I byliśmy pozytywnie zaskoczeni i ceną, i obsługą i żarełkiem. Jak ktoś nie ma weny wymyślać, błądzić po obcym mieście to spokojnie można wpaść do takiej pierogarni. Są i pierogi pieczone (drożdżowe) i z wody. Spokojnie najadałam się małą porcją.
A sam most był wielkim zaskoczeniem, i gdyby nie postój na obiad, to byśmy o nim nawet nie wiedzieli. A co to takiego, poczytajcie u źródła.
Dość późno wróciliśmy na nasz punkt widokowy. Sporo czasu zajęły nieszczęsne próby zrobienia zdjęcia nocnego. Zasnęliśmy przed pierwszą, bo jeszcze czytaliśmy, planowaliśmy, a co chwilę pojawiali się ludzie zobaczyć panoramę. Po północy wszystko ucichło...
Etykiety:
2016,
kamper,
Kujawsko-Pomorskie,
Kujawy,
Peugeot J5,
podróże,
Polska,
Powidz,
Powidzkie,
spanie na dziko,
spanie za darmo,
Toruń,
Toruń atrakcje,
zwiedzanie Torunia
poniedziałek, 15 sierpnia 2016
Nie umiemy odpoczywać.
Od środy marudzimy w okolicach dolnej Wisły. Plan był taki, że codziennie siadamy do bloga i zdajemy relację.
Rzeczywistość jest taka, że robimy mnóstwo kilometrów piechotą, codziennie zwiedzamy, a jak przyszedł weekend to imprezowaliśmy w Charzykowach na szantach. Jak już lądujemy w Maruderze (zwykle koło 21:00 - 21:30) to nie mamy na nic siły. Nawet książki leżą odłogiem. Dziś już doszliśmy do wniosku, że coraz gorzej z koncentracją i refleksem i chyba pora poleżeć. Jak zwykle nic z tego, bo jesteśmy w drodze do Bydgoszczy i kolega już tam czeka, żeby nas oprowadzać ;-) Czyli maratonu ciąg dalszy. Nawet w Charzykowach nie udało się polenić, bo poszliśmy na grzyby. Do tego co chwilę coś przerabiamy w aucie, naprawiamy.
Za nami Jarocin, Toruń, Grudziądz, Chełmno i festiwal szantowy. Wszędzie nam się podobało :-) Piękne miasta, klimatyczne wieczory, dobre jedzenie.
Więcej opowieści chyba dopiero po powrocie ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)













